Moja historia
Prolog
Skolioza została zauważona gdy miałam trzynaście lat. Podczas badań w szkole lekarka dostrzegła asymetryczny charakter moich pleców. Tak się wszystko zaczęło. Mama zabrała mnie do ortopedy, który wyznaczył mi kąt skrzywienia – było to 27 stopni. Moja skolioza biegnie szerokim łukiem w odcinku piersiowo lędźwiowym . Ortopeda zalecił rehabilitację. Ćwiczyłam, ćwiczyłam, potem przestałam – rozumiecie, rozpoczął się trudny wiek… Jednak chodziłam systematycznie na basen i uprawiałam inne sporty, więc utrzymywałam kondycję. Co jakiś czas miałam wizyty kontrolne, z których nic konkretnego nie wynikało.
Pamiętam, że będąc gimnazjalistką skolioza jeszcze w niczym mi nie przeszkadzała; nie było po mnie widać skrzywienia, gorset mięśniowy sprawił, że moja sylwetka sprawiała wrażenie poprawnej. Kłopoty rozpoczęły się w liceum. Wtedy zaczęłam odczuwać ból między żebrami. Teraz wiem, że są to charakterystyczne przy skoliozach nerwobóle międzyżebrowe. Udałam się z tym do ortopedy; niestety wyszłam z gabinetu bez żadnej porady, czując się przy tym jak hipochondryczka. Bóle nie ustępowały, wręcz przeciwnie, zaczynały być coraz bardziej uciążliwe.
Mając dziewiętnaście lat trafiłam do lekarki specjalizującej się w wadach postawy u dzieci i młodzieży. Miałam wówczas 35,5 stopni skrzywienia.
Zaleciła rehabilitację i noszenie gorsetu. Zgodnie z zaleceniami gorset nosiłam przez całą noc i prawie cały dzień . Po pół roku chciałam zasięgnąć opinii innego lekarza, czy aby napewno gorset jest w moim przypadku dobrym rozwiązaniem. Zastanawiało mnie, czy taki gorset jest w stanie pomóc osobie u której etap wzrostu dawno już się zakończył. Ortopeda potwierdził nasze wątpliwości… Rozpoczęłam kolejną rehabilitacje, która miała za zadanie również uśmierzyć ból. Ból jednak nie ustawał. Było wręcz przeciwnie – zaczęły pojawiać się nowe objawy postępującej skoliozy. Zaczęłam odczuwać mrowienie w stopach, ból między łopatkami promieniował do łokcia a nawet palców dłoni. Podczas dłuższego siedzenia odczuwałam bóle w odcinku piersiowym i lędźwiowym (ten czasem promieniował do nogi) Rehabilitant widząc brak rezultatów, zasugerował abym zrobiła rezonans magnetyczny, a z wynikiem poszła do neurologa. Tak też zrobiłam. Neurolog jedynie popatrzył na wynik i stwierdził, że nie pomoże mi ani on, ani żaden inny lekarz, gdyż na Pomorzu nie ma specjalistów leczących skoliozy. Polecił mi lekarza w Warszawie.
Operacja, pobyt w szpitalu
Latem zeszłego roku, pojechałam z mamą do Warszawy, do Doktora Pawła Michalskiego. Popatrzył na zdjęcia, obejrzał mnie i powiedział dosyć zwięźle, że operacja jest konieczna. W przeciwnym razie skolioza będzie się pogłębiać… Zamurowało nas! Nie spodziewałyśmy się tego, bo miałam wtedy około 36 stopni, a wiedziałam, że operuje się zazwyczaj dopiero po przekroczeniu 40 stopni. Postanowiłyśmy zaczekać jeszcze z decyzją. Pół roku później pojechałyśmy na wizytę kontrolną z nowym zdjęciem. Doktor Michalski wyznaczył kąt skrzywienia, było to 41 stopni.
Pamiętam, że bardzo mnie to zaskoczyło a jednocześnie przeraziło, bo nie spodziewałam się, że skolioza może się tak szybko pogłębiać! Wtedy nie miałam już żadnych wątpliwości, wiedziałam że chcę poddać się tej operacji. Prawdę mówiąc ulżyło mi, bo długo żyłam w niepewności; wcześniej nikt nie miał żadnego pomysłu, jak mi pomóc. Żadne zabiegi nie skutkowały, więc czasami nawet sądziłam, że wyolbrzymiam problem. Jednak mój organizm wciąż dawał mi znać, że coś jest nie tak. Podczas wizyty ustaliliśmy termin operacji. Wybrałam początek czerwca. Stwierdziłam, że zaliczę wcześniej sesję egzaminacyjną, dzięki czemu będę miała więcej czasu na rekonwalescencję ( od czerwca do października) . To było dobre rozwiązanie, ponieważ wszelkie zaliczenia oraz inne bieżące sprawy zajęły mnie tak bardzo, że prawie nie myślałam o operacji. Oczywiście zdarzały się momenty zwątpienia, ale dałam sobie z tym radę.
Pewnego dnia wyszłam z uczelni i spojrzałam w indeks – miałam już wpisane wszystkie oceny. Od wyjazdu do Warszawy dzieliło mnie już tylko kilka dni. W mojej głowie kłębiły się myśli, czy decyzja, którą podjęłam okaże się trafna.. Bałam się, że coś się nie uda. Do Warszawy wyjechaliśmy jeden dzień wcześniej – 01.06.2007 . Podróż minęła szybko a w hotelu nie miałam najmniejszego problemy z zaśnięciem, muszę powiedzieć że byłam bardzo spokojna.
Tak naprawdę to, że będę miała poważną operację, dotarło do mnie dopiero gdy pokazano mi pokój gdzie miałam leżeć po zabiegu. Potem wszystko potoczyło się szybko. Przyszedł anestezjolog, wypełniłam jakieś papiery, potem przebrałam się w „papierową” szpitalną piżamkę. Pielęgniarka poprowadziła mnie w stronę sali operacyjnej. Drzwi od sali otworzyły się a jakaś miła młoda pani w zielonym przebraniu objęła mnie i zabrała dalej. Było tam mnóstwo ludzi, w sumie to nie wiedziałam co się dzieje, byłam przerażona. Poproszono mnie abym się położyła a po chwili dostałam zastrzyk. Wszystko widziałam podwójnie, więc powiedziałam lekarzowi: Panie Doktorze, czuję się jak po alkoholu czy to normalne? Potem mówiłam jeszcze wiele głupich rzeczy…
Kazali mi usiąść, podłączyli mi znieczulenie dordzeniowe – tak zwana „pompa”. Nie bójcie się, to nie boli! Potem mnie położyli i zastałam uśpiona… Operacja zaczęła się około 10:00, trwała trzy godziny. Lekarz wstawił mi z dostępu przedniego cztery tytanowe implanty. Wycięto mi również jedno żebro i kawałek przepony. Nie tęsknie ani za jednym ani za drugim ;) Będąc jeszcze na sali zostałam wybudzona. Trwało to krótką chwilę, a za moment spałam już dalej.
Czułam, że moje plecy są sztywne, jakby ktoś mnie wyciągnął. Kolejną rzeczą która pamiętam, to twarze moich bliskich, byli bardzo przejęci tym, co zobaczyli. To co teraz napisze pewnie Was zdziwi, ale mnie prawie nic nie bolało, byłam potwornie zmęczona i chciało mi się pić, cały czas upływał mi w półśnie, miałam zamknięte oczy ale słyszałam wszystko co dzieje się wokół mnie. Po kilku godzinach pojawiły się torsje. Wymiotowałam całą wieczność! Pielęgniarka przez całą noc była ze mną na sali i co chwile wstawała aby przytrzymać mi nerkę. Pamiętam, że chyba za każdym razem mówiłam do niej „uprzejmie dziękuję” , byłam wyjątkowo wdzięczną pacjentką… ;)
Rano przyszedł do mnie mój lekarz. Wiedziałam, że dzień po operacji z dostępu przedniego pacjent ma już być na nogach. Byłam tak zmęczona, że w głębii duszy liczyłam jeszcze na trochę odpoczynku. Okazało się, że nic z tego. Lekarz najpierw pomógł mi usiąść. Pielęgniarka zorganizowała balkonik, po czym wstałam i przeszłam do drzwi i z powrotem. Sama nie wierzyłam, że jest to możliwe, dopóki tego nie zrobiłam!
To był wielkie osiągnięcie a zarazem radość, że wszystko idzie zgodnie z planem. Pobyt w szpitalu był dla mnie udręką. Czułam się zmęczona , w dzień nie miałam siły czytać, rozmawiać ani nawet oglądać telewizji, a w nocy z kolei nie mogłam spać. Jednak to nie jest regułą, ja po prostu źle znosiłam środki przeciwbólowe. Najmilej ze wszystkiego wspominam pierwszą kąpiel, herbatkę oraz spacery po korytarzu z moją siostrą u boku.
Ból
Najgorszym momentem podczas pobytu w szpitalu był krótki lecz bardzo bolesny epizod. Lekarz uprzedzał mnie, że mogę odczuwać ból w lewym udzie. Przez cały dzień pobolewało mnie to miejsce, jednak w pewnym momencie ból był tak silny, że aż krzyczałam! Podczas najdrobniejszego ruchu, czułam jakby rozrywało mi mięśnie. Jednak po zastrzyku z morfiny, ból ustał. Czy można uniknąć takich sytuacji? Tak, lekarz mnie uprzedzał, że ból należy uśmierzać od razu gdy się go odczuje, im dłużej się zwleka tym trudniej jest go opanować.
Ból, którego bałam się najbardziej nie był tak bardzo odczuwalny, z wyjątkiem tej jednej sytuacji. Przez pierwsze dwa lub trzy dni byłam podłączona pod pompę o której pisałam wcześniej. Było mi z nią bardzo niewygodnie gdyż miałam takie uczucie jakbym leżała na wenflonie. Poza tym, za każdym razem gdy chciałam iść do toalety pielęgniarka musiała mnie odłączać od tej pompy. Działo się do często gdyż otrzymywałam leki moczopędne. Za moją prośbą lekarz odłączył mnie od pompy a w zamian otrzymywałam zastrzyki z morfiny.
Przyznam się szczerze, że panicznie bałam się drenu, a przede wszystkim wyciągania go. Kiedy lekarz przyszedł mi go zlikwidować, cała się trzęsłam – wszyscy pytali mnie czy nie jest mi zimno, a to był strach! Lekarz podwinął mi bluzkę, po chwili wydobyłam z siebie głośne „Auuuu!” No i po wszystkim, nic strasznego. Podobno reakcja na ból jest opóźniona i kiedy ja zareagowałam, rura była już dawno wyciągnięta. Śmiesznie musiało to wyglądać.
Powrót do domu
Po czterech dniach pobytu w szpitalu, lekarz stwierdził, ku mojej uciesze, że mogę juz wracać do domu. Wypisał mi recepty na leki przeciwbólowe, antybiotyki itp. i pozwolił jechać. Kazał mi ściśle przestrzegać zaleceń: Przez rok od operacji nie wolno mi schylać się, uprawiać żadnych sportów, oraz przeciążać kręgosłupa.
Na do widzenia dostałam zastrzyk przeciwbólowy, i byłam juz gotowa do drogi. Wracałam samochodem, w półleżącej pozycji na przednim siedzeniu. Prawie przez całą podróż (około 5h) spałam. Gdy tylko pojawiał się ból, brałam doustnie Tramal. Podróż minęła sprawnie, aczkolwiek była dla mnie męcząca.
Pierwsze 10 dni w domu
Po podróży nie czułam się najlepiej. Od leków przeciwbólowych znowu miałam mdłości a torsje powróciły niczym zmora. Chyba dopiero po 2-3 dniach wymioty całkowicie ustąpiły. Wglądałam okropnie bo schudłam aż sześć kilo! Byłam bardzo osłabiona, ale mimo tego spacerowałam sobie po domu. Niestety nadal nie mogłam spać w nocy, co parę godzin budziłam się i brałam środki przeciwbólowe. Z czasem potrzebowałam ich coraz mniej. Mimo tych wszystkich trudności, z każdym dniem czułam się lepiej, więcej jadłam, chodziłam na dłuższe spacerki po domu. Rana goiła się szybko i coraz mniej bolała. Możecie wierzyć lub nie, ale dosłownie z każdym dniem odzyskiwałam siły i czułam się lepiej. Po tych męczących dziesięciu dniach zaczęłam już wychodzić z domu na krótkie spacery po podwórzu.
Pierwsza kontrola
Miesiąc po operacji pojechałam na kontrolę i zdjęcie szwów. Panicznie się tego bałam! W Warszawie zrobiłam jeszcze przed wizytą 90-cio centymetrowe RTG. W poczekalni znowu obleciał mnie strach. Kiedy weszłam do gabinetu, lekarz poprosił abym usiadła i zanim się obejrzałam wszystkie 32 szwy miałam zdjęte. Okazało się, że wszystko jest w porządku i wystąpiła nawet mała nadkorekta, czyli kręgosłup wygiął się odrobinę w stronę przeciwną do skrzywienia. Z gabinetu wyszłam uśmiechnięta i ogromnie szczęśliwa, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Rok 2010
Dzisiaj mogę powiedzieć, że nie żałuję decyzji o operacji. Pracuję, uczę się, jeżdżę na łyżwach i rowerze:) Od czasu operacji, powoli wracałam do normalnego życia. Teraz nie czuję się w żaden sposób ograniczona. Staram się dbać o swoje zdrowie, w szczególności o kręgosłup. Nauczyłam się żyć ze swoimi implantami w zgodzie:))


Marzec 6th, 2010 at 22:51
witam serdecznie ja chciał bym sie dowiedziec jak upływa zycie po tak ciezkiej operacji i czy mozna cwiczyc zyc normalnie po okresie rekonwalescecji.czy mozna wrócic do normalnego zycia i czy łuk zebrowy tylniej czesci pleców sie wyrównał i wszystkie kosci i miesnie wróciły na swoje miejsce ze tak sie wyraze.pozdrawiam
Marzec 8th, 2010 at 09:11
Tak, można wrócić do normalnego życia. Ja pracuję, uczę się. Mięśnie powoli wracają do pierwotnego stanu.
Marzec 12th, 2010 at 09:16
a ja chciałam wiedzieć jak ze zwolnieniem z wfu? czy jest możliwość otrymania go?
Marzec 12th, 2010 at 12:54
Myślę, że nie ma z tym najmniejszego problemu:) Rok po operacji można już bez obaw uczestniczyć w zajęciach.
Marzec 17th, 2010 at 13:27
Witam wszystkich. Ja coraz czesciej mysle o tej operacji, bo szczerze mowiac nie moge juz patrzec na swoje plecy ;] O założeniu sukienki bez pleców, czy wyjściu na basen nie ma mowy:( Lekarz juz pare razy sugerował, ze musze brac pod uwage koniecznosc tego zabiegu. Moje pytanie jest związane z wyglądem pleców juz „po wszystkim”. Czy blizna jest bardzo rozległa, widoczna ? Czy plecy rzeczywiście wyglądają na prostsze, czy porównujac ich wygląd do czasu sprzed operacji jest dużo lepiej? Są jakby bardziej „równe” ? No i czy można nosić obcasy ;) ?
Maj 10th, 2010 at 21:45
Hej Asia,
blizna po operacji z dostępu przedniego jest dość rozległa, moja na 56cm, ciągnie się wzdłuż żebra od połowy pleców do wysokości pępka, ale korekta w porównaniu do stanu sprzed operacji jest ogromna, zniknął garb, mięśnie wróciły na swoje miejsce, żebra też:) Komfort życia poprawia się niesamowicie chociaż noszenie obcasów trzeba odpokutować, większe stresy niestety też .
Operacja to ciężka decyzja, ale przy dużym skrzywieniu nie ma niestety alternatywy. Dan znać w razie wątpliwości, chętnie odpowiem na Twoje pytania: brzozowska.kasia@o2.pl
Maj 24th, 2010 at 15:46
witam serdecznie
chciałam zapytać po jakim czasie wróciłaś do „normalnego” życia, ja mam operację za 2 tygodnie a za 4 miesiące biorę ślub i zastanawiam się czy dobrze zrobiłam decydując się na nią w tym momencie, chciałabym wrócić do pracy jak najszybciej, lekarz powiedział że bedę potrzebowała około 6 tygodni, ale po tym co tu przeczytałam mam poważne wątpliwości…
Czerwiec 19th, 2010 at 15:49
Hej Magda,
do całkiem całkiem normalnego życia wróciłam po roku, do szkoły wróciłam po mniej więcej 3 miesiącach;
życzę Ci jak najlepiej kochana, ale nie wiem czy poszalejesz do rana na własnym weselu, a już obcasów to tym bardziej nie polecam…
trzymaj się ciepło, z motywacją ślubną na pewno szybciej wrócisz do siebie:)
daj znać jak się czujesz po operacji!
pozdrawiam i trzymam kciuki
Czerwiec 21st, 2010 at 19:15
witam wszystkich. jak tak sobie przeczytałam te wszystkie komentarze i skoliobiografie to zastanawiam się nad swoją operacją. na ostatniej wizycie lekarz dał mi skierowanie na ową operacje. w mojej skoliobiografi którą niebawem nadeśle będziecie mogli przeczytać, że moja mama i ja razem ćwiczymy, ponieważ jest rehabilitantką. to właśnie ona uświadomiła mi ze możemy jeszcze walczyć ze najmniejsza operacja może mieć nieoczekiwane skutki w przyszłości… jednak nie chciałabym przez cały czas żyć z myślą ze nie mogę biegać bo mnie boli. wole pomyśleć nie mogę biegać bo piękno boli i wymaga poświęceń ;). naszczescie nie mam jeszcze co wybierać bo i tak w kolejce trzeba czekać 2 lata ;P. narazie ta stronka dużo mi pomogła i na pewno podbudowała. juz teraz wiem ze to wcale nie jest takie straszne :) .
pozdrawiam wszystkich tych, którzy dostali szanse od czasu i mogą tak jak ja powalczyć jeszcze aby zmienić swoją przyszłość i wymazać z niej czas operacji, i tych, którym zabrakło czasu na walkę z losem.
Czerwiec 25th, 2010 at 13:24
hey!
już jestem prawie dwa tygodnie po operacji, zabieg miałam w Zakopanym i muszę przyznać że jestem bardzo zadowolona z rezultatu,z 51 stopni zostało mi tylko 6 a nie jestem już najmłodsza-28lat:) czuję się ok tylko troszkę mi się dłuży czas spędzany w domu, jak tylko pogoda sie poprawi wyruszam z domu na krótkie spacery, dziękuję za ciepłe słowa,
według lekarza w sierpniu mogę wrócić do pracy o ile będę czuła się dobrze, mam nadzieję że do wesela wszystko będzie ok, pozdrawiam
Lipiec 1st, 2010 at 21:36
hey!
to znowu ja ;) magdo przeslij swoja skoliobiografie na moja prosbe;) dosc odwazna ale co tam podam ci powód;p mam na dzień dzisiaejszy ok 50 stopni skrzywienia i interesuje mnie jak osoba z podobnym w jego mierze problemem wyszła na prostą;)
z góry dzięki ;) pozdrowionka
Lipiec 15th, 2010 at 20:41
Witam:-)
Po pierwsze dziękuję za wszystkie cenne informacje które znalazłam na tej stronie. Mam stosunkowo nie wielką skoliozę dwu łukową w odcinku lędźwiowym 30 st. Wiem, że nie zawsze będę nosić gorset, na pewno ciężko będzie go zabrać na dłuższe podróże, które mnie jeszcze w życiu czekają. Słyszałam o lędźwiowych pasach stabilizująco-podtrzymujących kręgosłup, które jak myślę mogłyby pomóc znieść podróż. Czy może być to użyteczne w przypadku skoliozy, czy też może zaszkodzić?
Lipiec 16th, 2010 at 19:39
droga elizo!
podaj proszę swój adres e-mail, postaram się opisać moją historię i odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania, nietstety mam problem z zalogowaniem się i nie mam jak dodać swojej skolibiografii
Lipiec 18th, 2010 at 15:58
moj mail to : eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee@wp.pl ;) jak coś to 30xe :) z góry wielkie dzięki
Lipiec 18th, 2010 at 16:04
droga aniu !
podobnie jak ja nosisz gorset;) ja juz 1.5 roku przyjażnie sie z moim drugim ja;) moj sposob na podrórze to spakowanie go w torbę ;) bez zadnego problemu mieszczą się w niego koszulki i spodenki ;) uwierz mi ze jako często wyjeżdzający sportowiec mam doświadczenie w przeworzeniu tego tyypu sprzętu ;) a cio do pasów.. hmm wydaje mi sie ze na samą podroz nie są potrzebne zadne wspomagania bo prrzeciez te max 10h w samochodzie da rade bez;) a i taka moja rada na dziś ja tez zaczynalam od 30 i 32 stopni i tez uwarzalam ze to malo i nie ma się czym przejmowac teraz mam tylko jeden kąt 50 stopni i żałuje, ze olałam sprawe jak było mozna jesscze ćwiczyc i w miarę poprawić moja postawę.
pozdrawiam :*
Lipiec 22nd, 2010 at 17:16
kochane dziewczyny,
moja córka Lenka ma 5 lat i skoliozę 24st. Skolioza postępuje i od sierpnia będzie nosiła gorset nocny a następnie drugi dzienny. Lenka ma również nierozwinięte prawidłowo ręce i przedramiona. Są krótsze od przeciętnych o 30 do 50 procent. Dlatego też Lena musi w życiu się nisko schylać. Piszecie o estetyce kręgosłupa a ja mam inne pytanie do was; czy po operacji pogorszyła się znacznie ruchomość kręgosłupa? Czy moja Lena będzie jeszcze bardziej niepełnosprawna niż przed ewentualna operacją? Czy skłony i skręty kręgosłupa są możliwe. czy np. potraficie pomalować paznokcie u stóp? Taka skrętność kręgosłupa jest Lenie potrzebna do „normalnego życia”. Pozdrawiam Mama Lenki
Lipiec 22nd, 2010 at 20:37
Witam serdecznie!
Mam 17 lat. Niestety, mnie również dotyka problem skoliozy. Obecnie leczę się u (kontrowersyjnego) profesora Tomasza Karskiego (Lublin).
Wiem, że każdy przypadek skoliozy jest inny, więc moje pytanie jest nieco naiwne, ale czy ma Pani jakieś informacje na temat skuteczności metod leczenia T.Karskiego? A może ktoś ze znajomych miał z nim do czynienia? Jak chyba każdy chory martwię się bardzo o mój kręgosłup.
Inny lekarz (Marek Fatyga, również Lublin) po kilku latach mniej lub bardziej skutecznego leczenia powiedział, że moja skolioza kwalifikuje się do operacji. Jednak postanowiłam, że poszukam innego lekarza, bo wiadomo, że każdy ma swoją opinię i nie warto chyba bazować na tylko i wyłącznie jednej. Wówczas trafiłam do T.Karskiego. Stwierdził on, że akurat moja skolioza (w odcinku lędźwiowym) absolutnie nie nadaje się do operacji, bo w starszym wieku miałabym takie bóle, których nie dałoby się wytrzymać.
Jednak oczywiście nie uspokoiło mnie to… Dlatego też chciałabym poznać jeszcze czyjąś opinię. Być może będzie to prof. Michalski :)
Liczę na odpowiedź na pytanie oraz życzę wszystkiego najlepszego, przede wszystkim zaś: zdrowia! :)
PS: niestety nie jestem w stanie powiedzieć, ile stopni ma moja skolioza, ponieważ – tak jak już wcześniej wspomniałam – T.Karski jest lekarzem kontrowersyjnym, m.in. dlatego, że nie uznaje niektórych powszechnych metod diagnozowania i leczenia, w tym mierzenia kątu skrzywienia.
Lipiec 23rd, 2010 at 16:18
Kochana Mamo LENKI
Wszystko zależy od tego ile kręgów będzie miała usztywnionych. Ja 3 lata po operacji bez problemu schylam i nawet dotknę palcami do podłogi. Oczywiście odczuwam różnice między tym o było kiedyś, ale nie do tego stopnia żeby można było mówić o jakiejkolwiek niekorzystnej zmianie. Jest ok:))
Lipiec 29th, 2010 at 17:50
Witam serdecznie
Znalazłem tą stronkę w necie i dość dużo cennych rzeczy się z niej dowiedziałem. Mam jeszcze parę pytań i liczę, że ktoś będzie w stanie mi na nie odpowiedzieć. Oto moja historia:
Mam obecnie 23 lata, kiedy chodziłem do zerówki w szkole były badania kręgosłupa stwierdzono, że mam skoliozę lewostronną. Rodzice zaniepokojeni moim stanem zdrowia zapisali mnie na rehabilitację kręgosłupa. Na ćwiczenia dojeżdżałem co drugi dzień przez pół roku, była widoczna znaczna poprawa i kazano mi ćwiczyć w domu, za małego oczywiście ćwiczyłem, ale nastał wiek 14,15,16 tzn. buntowniczy i zaprzestałem ćwiczeń. W tym okresie zacząłem coraz bardziej odczuwać bóle kręgosłupa, dostałem skierowanie na masaże kręgosłupa, ale nie przyniosły znacznej poprawy. Po skończeniu szkół podjąłem ciężką pracę fizyczną. W tym okresie bardzo nasiliły się bóle kręgosłupa w odcinku szyjnym i lędźwiowo krzyżowym,żebro z lewej strony klatki piersiowej zrobiło się wypukłe i umiejscowiło się na drugim żebrze. Byłem niedawno na prześwietleniu RTG i stwierdzono, że mam skoliozę prawo wypukłą 1 stopnia wg. Cobba bez widocznych zmian w strukturze kręgów. Byłem z wynikami u rodzinnego i powiedział mi, że to nic poważnego i da się skorygować. Dostałem skierowanie do specjalistki ds. rehabilitacji. Ona mnie obejrzała i za głowę się złapała powiedziała, że jakbym dostał rentę, to by mnie na nią wysłała i zakazała prac fizycznych. Specjalistka była dość niemiła i nie dała mi żadnych ćwiczeń do domu mimo moich próśb, dostałem tylko skierowanie na kriokomorę. Na zabiegach i po nich było ok ból osłabł. Jestem 2 tygodnie po zabiegach i ból bardzo silnie powraca, praktycznie nie mogę się już wyprostować normalnie, czuję psychiczne dno kiedy np. jadę na plaże, przebieram się, i widzę jak ktoś się gapi na moje krzywe plecy i na dodatek całe mnie bolą nadmienię jeszcze,że jestem dość wysoką osobą mierzę 194 cm i ważę ponad 90kg.
Oto moja historia i w związku z nią mam kilka pytań:
Czy moja skolioza nadaje się do operacji, jeśli odczuwam dość mocny ból kręgosłupa i klatki piersiowej ??
Czy po takiej operacji mogę wrócić do pracy fizycznej polegającej głównie na schylaniu się i podnoszeniu do 25 kg około 8 do 14 ton dziennie??
Jeśli będę pracował tak jak dotychczas to mimo operacji moja wada może się powiększać??
Czy ma ktoś namiar na dobrego neurochirurga w Wielkopolsce??
Będę bardzo wdzięczny za odpowiedz choć na część z tych pytań. Bardzo cierpię psychicznie i fizycznie.
Z góry dziękuję za odpowiedzi
Pozdrawiam
Lipiec 29th, 2010 at 18:21
droga mamo Lenki!
tak, jak pisała Ania, wszystko zależy od tego, ile kręgów Lenka będzie miała usztywnionych;
ja mam usztywnione 5 kręgów, licząc od dołu od 2-7 i ruchomość oczywiście jest ograniczona, ale jeśli trzeba schylić mogę się aż do ziemi; skręty tułowia są niekomfortowe i ograniczone mniej więcej o połowę, ale nie jest to nic, z czym nie da się żyć;
dla zdrowego kręgosłupa schylanie się w pół to mordęga, a co dopiero dla takiego ośrubkowanego;) lepiej się przestawić na kucanie!
życzę powodzenia
Lipiec 29th, 2010 at 18:31
Droga Magdo!
Jestem najlepszym przykładem na to, że ‘kontrowersyjne’ metody profesora Karskiego są delikatnie mówiąc nieskuteczne.
leczyłam się u niego ponad dwa lata, dojeżdżałam na każdą konsultację aż z Zielonej Góry i sumiennie wykonywałam ćwiczenia. Nie wiem, czy doktor wciąż tak ‘leczy’, ale ja wykonywałam po 2tysiące skłonów do lewej nogi dziennie. Wskutek niestandardowych metod moja skolioza w dwa lata poleciała z 37 do 57 stopni. Nie pomogło również noszenie gorsetu i skończyło się operacją.
rozumowanie profesora polegało na tym, że skoro jest takie skrzywienie to na pewno ten garb, który się wytworzył to przykurczone mięśnie, które ten kręgosłup tak wyginają; nic głupszego – po operacji garb zniknął i żadnego przykurczy nikt nie widział..
liczę się z tym, że w przyszłości mogą pojawić się bóle, bo mój kręgosłup ani młody ani zdrowy już nigdy nie będzie, ale gdyby nie operacja jestem pewna, że skolioza by postępowała, a bóle byłyby jeszcze silniejsze..
jeśli odpowiada Ci ten lekarz i nie widać pogorszenia to świetnie, ale ja uważam, że nie zaszkodzi zasięgnąć drugiej opinii;
doktora Michalskiego polecam z całego serca, mnie uratował normalne życie
pozdrawiam ciepło i daj znać co zdecydujesz, na pewno wszyscy tu będą trzymać kciuki!
Lipiec 29th, 2010 at 18:35
Łukasz,
przestań dźwigać natychmiast! spadłam z krzesła jak przeczytałam jak traktujesz swój kręgosłup! nic z tego dobrego nie będzie jeśli nie zaczniesz się oszczędzać.
Niestety nikt nie zdiagnozuje Cię przez internet, musisz udać się do dobrego lekarza, ale na pewno po operacji nie będziesz mógł wrócić do dźwigania, a tym bardziej do zawodowego ‘schylania się’ ;)
trzymaj się i dbaj o siebie! kręgosłup masz jeden i żadna operacja nie zwróci Ci 100% zdrowia, a robotę zawsze można zmienić.
Lipiec 30th, 2010 at 14:15
Kasiu
Jeszcze przez przynajmniej 2,5 miesiąca muszę tam pracować potem dopiero mogę się ubiegać o przeniesienie. Pracuję w oddziale firmy w której jest 40-50 tyś. obrotu miesięcznie i jestem tam odpowiedzialny również za rozliczanie się z tego. Lubię pracę fizyczną tylko szkoda, że te plecy mi nawalają. Mógłbym iść do biura, ale z moim zawodem(technik BHP) jest trochę ciężko się dostać tzn starzy wyżeracze zajęli te stanowiska:)
Piszesz, że po operacji nie będę mógł dźwigać. Ja słyszałem, że zależy to ile kręgów ma się usztywnionych. Najpierw jednak zasięgnę porady neurochirurga i dowiem się mam nadzieję, że wszystkiego. Ponawiam swoją prośbę jeśli ktoś ma namiar na dobrego specjalistę w Wielkopolsce to proszę o numer tel.
Zastanawiam się czy nie wyprostowałaby mnie siłownia, kiedyś ćwiczyłem na ławeczce i zauważałem poprawę. Co o tym sądzisz??
Lipiec 30th, 2010 at 17:34
hej Łukasz – lekarzy z Wielkopolski nie polecę bo nie znam; z siłownią rozstałam się wieki temu, więc o ćwiczeniach na ławeczce też się nie wypowiem;)
poszukaj w necie dobrego fizjoterapeuty – może tą drogą da się naprawić spracowane plecy..
powodzenia
Lipiec 31st, 2010 at 12:00
A powiedzcie mi skad mam wiedziec czy moge miec operacje? Mam 19 lat i zaczely mi sie bole plecow. Skolioza przeszkadza mi bo wciaz moje cialo „Leci” na lewa strone. Nie chce zeby tak bylo. Chce zyc normalnie….
Sierpień 7th, 2010 at 09:50
Łukaszu!
Poprzednio tez wypowiadalm sie na rożne tenmaty na tej stronce. tak sie składa ze ja zet mieszkam w wielkopolsce i najlepszym specjalistą w naszych rejonach jest doc. Tomasz Kotwicki przyjmuje w poznaniu w recha sports clinic w galerii panorama:) osobiscie priwafzi mnie juz przez 2 lata i jego metodą jest leczenie gorsetem lub przy nieosiąganych skutkach operacja. on równiez ją wykonuje w szpitalu im. Degi też w poznaniu wiec wszystko w jednym miejscu. co do lekarza no to hmmm to trzeba dosc indywidualnie rospatrzyc . jedną wadą jest to że mysli on tylko dwu płaszczyznowo a nie trzy ( co to oznacza nie patrzy na zrotowanie kręgosłupa- obracanie sie wg własnej osi kręgów) tak jescze tylko zcharakteryzuje ci moja postawę na dzien dzisiejszy mam 50 stopni i jestem zapisana na operacje w poznaniu. kolejka jest mniejwiecej roczna czyli mniej wiecej za rok we wakacje powinna byc moja kolej.
pozdrawiam i zycze zdrówka a i jeszcze odezwij sie jakbys mimo wszystko spotkał sie na wizycie u doc. kotwickiego :)
Sierpień 15th, 2010 at 20:16
Droga Kasiu!
Tak, dr Karski nadal stosuje takie metody. Mi na ostatniej wizycie zalecił:
- 300 skłonów do lewej nogi
- 60 skłonów do przodu, stopy połączone
- 150 tzw szpagatów na lewą nogę
- 150 tzw szpagatów na prawą nogę
- zalecenia typu:
> wkładka pod lewą stopę (przyzwyczajona jestem, noszę ją od lat, zmienia się tylko grubość
> oglądanie telewizji, czytanie książek i inne tego typu czynności wykonywać leżąc na brzuchu z ugiętymi kolanami
> spać na prawym boku w pozycji embrionalnej (to akurat też robię od lat, sama zauważyłam, że tak mi jest najwygodniej :))
Jeszcze kilka słów o mojej skoliozie, o niedogodnościach z nią związanych, a także o innych sprawach z nią powiązanych:
- skolioza w odc. lędźwiowym
- typ C (tzn mój kręgosłup to takie C a nie S),
- bez sztywności karku (skłony wykonuję bez najmniejszego problemu, gibkość zadziwiała zawsze moją nauczycielkę wfu w gimnazjum xD)
- uczęszczam na zajęcia karate (zalecane przez dr Karskiego, dużo ćwiczeń rozciągających itp), ponadto kocham pływanie i jazdę na rowerze, dbam o odpowiedni poziom i rodzaj aktywności fizycznej (lubię sport :))
- Ogólnie to kręgosłup mnie nie boli. Prowadzę dzięki temu stosunkowo normalne życie, niektóre osoby (m.in. wspomniana nauczycielka wfu) zachwycały się moją wyprostowaną postawą, reagowały z wielkim zdziwieniem kiedy mówiłam, że mam skoliozę.
Kręgosłup boli mnie, kiedy np zbyt długo siedzę bez przerwy, siedzę w niewygodnej pozycji (ale wtedy chyba boli także osoby nie mające problemów z kręgosłupem), a także, kiedy za długo leżę na lewym boku (sama nigdy do tego nie dopuszczam, ale jeśli np podczas snu przekręcę się na lewy bok, to kiedy się rano budzę, czuję niekiedy – na szczęście szybko mijający – ból).
- Jednak skolioza oczywiście sprawia mi pewne trudności. Po pierwsze: wspomniane ograniczenia i nakazy (ćwiczenia itp), sami na pewno wiecie, jak życie skoliotyka różni się pod pewnymi względami od życia zdrowego człowieka).
Po drugie: problem kosmetyczny. Zdecydowanie nie jestem typem dyskotekowej laluni mającej obsesję na punkcie wyglądu. Preferuję ubrania zwykłe (dżinsy, Tshirty) albo nieco rockowe. Jednak np mogę zapomnieć o pasku noszonym w talii albo o krótszych bluzkach. Oczywiście przez to, że mam nierówne biodra (prawe biodro zdecydowanie wystaje), w związku z tym mam też duże wcięcie w talii z prawej strony, wcięcia tego nie mam natomiast z lewej strony – asymetrycznie.
Nie ukrywam jednak, że wstydzę się trochę pójścia np w dwuczęściowym stroju na plażę. Skolioza jest zatem problemem kosmetycznym. Nie jest jednak to wg mnie jeszcze najważniejsze.
Mówię zdecydowanie, że skolioza to – jak na razie – mój największy problem ŻYCIOWY. Chodzi o to, że niekiedy napawa mnie ona o istne napady lęku. O ile teraz nie sprawia mi ona aż tak wielkich, niemożliwych do pokonania trudności, o tyle niewyobrażalnie wręcz martwię się przyszłością. Nie ma co ukrywać: latka lecą, o ile teraz mam (ba, nawet jeszcze nie ukończyłam) 17 lat, o tyle przecież w wieku starszym mój kręgosłup naprawdę może stwarzać dla mnie swoiste bariery.
Cóż, prawdopodobnie mogłabym jeszcze dłuuugo z Wami pisać na temat skoliozy, ponieważ Wy wiecie, jak to jest. Człowiek, którego nie dotknęła ta choroba, mówi tylko „nie martw się, jakoś to będzie”, co mnie niekiedy jeszcze bardziej dołuje.
Jednak wyszedł mi i tak dłuuugaśny post, więc zapraszam do korespondencji:
jeśli ktoś chce się odnieść do mojego wpisu, poszukać wsparcia albo po prostu pogadać, zapraszam: piszcie na smoothcriminal27@wp.pl
Pozdrawiam wszystkich i życzę ZDROWIA!
Sierpień 28th, 2010 at 18:50
Witajcie:) Moja historia wyglada tak. Skolioze wykryto u mnie gdy mialam 9 lat. Byłam leczona u ortopedy, poczatkowo były to cwiczenia korekcyjne, potem gorset ortopedyczny. Pamietam ze jako jeszcze dziecko bardzo wstydziłam sie w nim chodzic. Powszechnie mowiono na mnie robocop gdyz metalowe druty siegały mi po samą szyje a ruchy były skrepowane. Ponad to jezdziłam na masaże, byłam u kreglarzy, zielarzy, wrózek i co tylko. Niestety z marnym skutkiem. Moja skolioza ciagle sie pogłebiała i z niewinnego skrzywienia zaczeły sie inne powikładnia jak odstające łopatki i powoli zaczał formowac sie garb. Pamietam ze był to najbardziej nieprzyjemny okres w moim zyciu. W wieku mniej wiecej 13 lat zaproponowano mi operacje kregosłupa. Wyjscie to wydawało mi sie najgorszym z mozliwych, wolałam umrzec niz poddac sie pod noż. Zwlekałam z ta decyzja jak tylko sie dało. W tym czasie oczywiscie skolioza osiagneła zawrotne tempo by po kilku latach uświadomić mi ze jezeli nie podejmę działania będę w przyszlosci pisać nosem po ziemi. Tak wiec w wieku 15 lat poddałam się trzem operacją. Dwie były robione w przeciągu 2tygodni, kolejna po roku. Pamietam ze po wszytskim czekało mnie dwutygodniowe leżenie bez ruchu w gipsowym korycie, karmienie przez słomke, podmywanie przez obce kobiety.. A ja lezałam bezradnie skazana na pomoc innych. Czułam sie wtedy skompromitowana, naga, odziana z człowieczeństwa… Kolejnym etapem było noszenie przez 6 miesiecy gipsowego gorsetu, który UWAGA był nie zdejmowany! Przez pół roku żyłam bez kąpieli, nie licząc moczenia nóg i podmywania okolic intymnych. Nie wspomne ze okres ten zawierał okres letni najwiekszych upałów. Wyobraźcie sobie wiec jak wyśmienicie wygladała wyczekana pierwsza kąpiel po zdjeciu tego gipsowego wynalazku. Czułam sie jakby ktoś dał mi milion dolarów. Ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było to że skolioza zatrzymała się, Odeszła, przegrała na zawsze. Dziś, z perspektywy czasu mogę powiedzieć że jestem zwycięzcą. Jedyne czego żałuję to to, ze tak pozno zdecydowałam sie na operacje, ze zwlekałam, czekałam na cud.. Niepotrzebnie. Wiec apeluje do Was dziewczyny. Jezeli lekarz stwierdza ze to czas na operacje, ze jest to wyjscie ostateczne, ze choroba postepuje-nie zwlekajcie ! Oni na prawde znaja sie na tym i trzeba im zawierzyć. Skolioza to paskudztwo i nie można doprowadzić do tego by wnikła w nasze ciała i poczynała co jej sie rzewnie podoba.. Badajcie się regularnie, wykonujcie cwiczenia sumiennie, nie zaniedbojcie tego, słuchajcie lekarzy a bedzie dobrze:)
Tyle z historii.
Teraz może o codzienności.
Mam 21 lat, fizycznie czuje się bardzo dobrze. Jedynym utrudnieniem jest wysiedzenie kilku godzin na wykładach czy w pociagu. Po prostu zbyt długie siedzenie i opieranie o twarde rzeczy męczy mnie. Moje plecy wyglądają…na pewno inaczej niż u przeciętnego człowieka. Mam bliznę wzdłuż całych pleców (od szyji prawie do tyłka) + blizna poprzeczna wzdłuż jednego z żeber po prawej stronie+jedna tez poprzeczna na biodrze. Wiadomo, że z biegiem lat stały się mniej czerwony i bardziej w kolorze skóry choc oczywiscie nadal są widoczne gołym okiem. Co do garbu (Boze jak ja nienawidze tego określenia, wolę „krzywe zebra”), jest raczej duzy lecz jezeli odpowiednio dostosuje ubiór jestem w stanie tak go zretuszować wizualnie że wygladam jak osoba o standardowych plecach. Jezeli jednak załoze bardziej obcisła bluzke a bardzo lubie w takich chodzic gdyz mam całkiem zgrabną sylwetkę (od przodu), to garb (krzywe zebra:) ) sa widoczne. Co prawda moze kazda osoba na ulicy nie zauwaza tego, ja jednak jestem strasznie przewrazliwona na tym punkcie i czesto mam wrazenie ze zwracam na siebie uwage. Wiem ze problem tkwi bardziej w mojej podswiadomosci, ale kiedys zdarzyło mi sie ze kolega zapytał mnie „dlaczego nie mam jednej łopatki”. Dzisiaj wydaje mi sie to całkiem zabawne ale wtedy spłonełam ze wstydu. Dlatego staram sie jednak ubierać jak najmniej wyraziście i tuszowac garba jak tylko sie da. Ale…przeciez sa sytuacje kiedy musze go pokazać światu.. Mowie tu o basenie czy plaży. Poczatkowo unikałam takich miejsc, albo jezdziłam tam gdzie nie ma znajomych, zeby tylko nikt nie dowiedział sie o mojej przypadłosci. Dzis jestem troche bardziej smiała, aczkolwiek chciałabym miec tak po prostu głeboko w dupie opinie innych, ich wzrok na moich plecach itd. Moze kiedys opanuje taką zdolnosc, bardzo bym chciała:)
Ale czymze jest opinia innych nieznanych osob w porownaniu z osobami na ktorych nam zalezy. Mowie tu o facetach. Owszem miewam z tym problem. Co prawda ciesze sie zainteresowaniem z ich storny ale boje się ich blizej poznawać, boje sie ze odkryją moja mroczną tajemnice..i uciekną. Byłam w rocznym zwiazku w dwa lata temu. Był to pierwszy facet ktoremu udało sie do mnie zblizyc..zblizyc nie tylko seksualnie ale i ..zblizyc do moich pleców od ktorych wszystkich trzymam na odległosć trzech metrów :) I powiem Waz ze moje zdziwienie było przeogromne- nie miał z tym wiekszego problemu choc pytał czy na pewno mi sie nie pogorszy. Ja w głwbu serca wiedziałam ze nie przepada za widokiem moich plecow aczkolwiek akceptował je. To był dobry zwiazek ale problemem stało sie własnie to ze po roku uswiadomiłam sobie ze kocham go owszem, ale tylko i wyłacznie za to ze on mnie akceptuje. Nie mielismy wspolnych pasji, zainteresowań, poglądów. Łączyły nas poniekąd tylko moje plecy… To na prawde dziwne-wiem;) Dlatego zdecydowałam sie on niego odejsc. Przez kolejny rok byłam sama. Co prawda chodziłam na randki, romansowałam, ale zadenego nie dopuszczałam na odległosc moich pleców:) Zaden moim zdaniem nie był wart poznania tej tajemnicy. Miałam sobie troche za złe ze ukrywałam to, oszukiwałam ich poniekąd. Ale bałam sie odrzucenia, strasznie przeraza mnie mysl ze ktos mogłby zostawić mnie własnie ze względu na to. To chyba byłoby wieksze ponizenie niz usłyszec ze jest sie głupim, nieinteligentym i nudnym. Tak wiec tak sobie balansowałam na krawedzi az w końcu pół roku temu, zjawił sie ktoś niesłychany w moim zyciu. Oczywiscie początkowo jak to zwykle robiłam , pełna konspiracja i zadnej mowy o plecach. Jestem po prostu mistrzem kamuflarzu jezeli o to chodzi. Staram sie zawsze stać przodem do faceta, chodzić równolegle z nim na schodzy (nigdy przed nim). Ale tak jak wczesniej trzymałam facetów na dystans tak w tym sie najzwyczajniej w swiecie zakochałam… Tak na prawde, od pocztku wiedziałam ze to własnie ten. On rowniez wykazywał zainteresowanie moją osobą. Probował sie do mnie zblizyc..ja jednak odmawiałam. Bałam sie ze wszytsko wyjdzie na jaw i czar prysnie, ze nie bedzie w stanie zaakceptować „kwazimodo”;/ Stwierdziłam jednak ze jezeli jego uczucia będa prawdziwe to da rade sobie uporac z moim problemem. Tak długo przygotowywalam sie do rozmowy z nim.. To była najcieższa rozmowa mojego zycia. Otwarłam sie przed nim całkowicie, powiedziałam szczerze jak sprawa wyglada i zaprezentowałam mu swoj tył… Po czym ze łzami w oczach powiedziałam ze jezeli teraz odejdzie to ja zrozumiem. Jego reakcja była po prostu niesamowita! Wział mnie blizej siebie, przytuił i powiedział ze nie mogłby zostawić kogos o tak pieknych plecach… Ze kocha rownie mocno moje plecy jak kazda inna czaste mojego ciała. To było przepiekne. Jak dalej sytuacja rozwineła sie tego wieczoru pewnie sie domyslacie:)
A co do plecow nie mam juz zadnych kompleksow, przechadzajac sie nago po mieszkaniu gdzie mamy swoją pieczarę kochanków:)
I tak jestesmy razem juz ponad pol roku. Moze to nie az tak długo ale On niejednokrotnie usiadamia mi ze planuje ze mną przyszłość, dzieci, dom:)
I własnie tu w sumie mam obawy.. Jak to z dziećmi, jak to wpłynie na moj kregosłup, czy konieczna jest cesarka (nie chciałabym juz blizn, całe plecy mam pociachane to chociaz brzuch chciałabym miec ładny), i co najwazniejsze…czy to jest dziedziczne???? Tak bardzo boję się ze skolioza powroci, ze odbije sobie nie dosyc ze na mnie to i na moich dzieciach… Tak bardzo chciałabym je przed tym uchronić, ze czasem mam wrazenie ze wolałabym zaadoptować dziecko niz miec własne z jakimis złymi genami ode mnie… Sa tu moze jakies mamy po skoliozie ktore mogłyby sie wypowiedziec?